Budynek leczy się jak ciało po kontuzji
Na studiach w Paryżu słowo „rehabilitacja” kojarzyło się Łukasikowi wyłącznie z medycyną. Pochodzi, jak mówi, z działań „fizjoterapeutycznych, medycznych”. Dziś stawia je obok rewitalizacji.
Zna je z własnego doświadczenia. Jako amator sportu przeszedł kontuzję. Zapamiętał, że leczenie nie polegało wyłącznie na zabiegach.
„Rehabilitacja nie jest tylko takim działaniem uciskowym, medycznym, ale jest procesem mentalnym” – mówi. W powrocie do sprawności liczyły się głowa i odporność.
Z budynkami, jego zdaniem, jest tak samo. Projektant musi być gotowy na drogę, „która czasami jest dla nas trudna, nie widzimy jego końca, nie wiemy, gdzie nas zaprowadzi”. I iść nią dalej w przekonaniu, że przyniesie dobry wynik.
„To nie jest tylko praca z materiałem, z substancją, z technologią, z problemami administracyjnymi, ale to jest przede wszystkim mental nasz jako projektantów.”
🎬 Klip: keynote-stare-mury-nowy-paradygmat_linear_1.mp4 (00:49:48–00:50:23) — „rehabilitacja nie jest tylko takim działaniem uciskowym, medycznym, ale jest procesem mentalnym”
- Przemo Łukasik, Medusa Group
Potencjał bywa brzydki
Po głowie projektanta przychodzi kolej na klienta. Trzeba pracować nad jego mentalnością, „żeby dostrzegali też coś, co z pozoru wydaje się być czasami nieestetyczne albo wątpliwej estetyki, ale niesie czasami ogromny potencjał”.
Łukasik nie obiecuje cudów. „Nie myślę o tym, że da się każdy budynek uratować, ale przede wszystkim powinniśmy robić wszystko, żeby się nad nimi jednak pochylić” – mówi. Rehabilitację trzeba podjąć świadomie, zamiast odruchowo spisywać budynek na straty.
Rozmowa szybko przechodzi do skali miasta. Marta Sękulska-Wrońska z WXCA przypomina, że przy rewitalizacji całych dzielnic, choćby poprzemysłowych, „to nie są punktowe działania, które wystarczą tu i teraz, to trzeba zaplanować na lata”. Dlatego w proces trzeba włączyć socjologów i antropologów. W ciągu dziesięciu lat realizacji potrzeby ludzi mogą się zmienić.
Jej przykład to belgijskie Charleroi. Przemianę przeszło tam całe miasto, jak dziś Górnośląski Okręg Przemysłowy. Pałac Ekspozycji, nagrodzony Nagrodą Miesa van der Rohe, projektanci po prostu otworzyli, zamiast go chłodzić i grzać. To według niej „wisienka na torcie tego całego procesu rewitalizacyjnego, który trwał u nich kilkanaście lat”.
„wisienka na torcie tego całego procesu rewitalizacyjnego, który trwał u nich kilkanaście lat”
W rozmowie pada też lista specjalistów, których w Polsce brakuje: urbanistów, architektów krajobrazu, specjalistów od komunikacji. Na końcu potrzebny jest scenariusz dla inwestora. Atrakcyjny, ale też odpowiedzialny i odporny na zmiany.

Brak pieniędzy bywa zaletą
Paryż dał Łukasikowi coś jeszcze. Tam pierwszy raz trafił do second-handu. Nie z mody ani z troski o środowisko: „była to potrzeba chwili, braku środków, pieniędzy, szukania rozwiązania”.
Z tego wyprowadza tezę o architekturze. Takie ograniczenia „prowokują nas do czasami bardzo odważnych, nietypowych działań”.
„była to potrzeba chwili, braku środków, pieniędzy, szukania rozwiązania”
Czasem najlepiej prawie nic nie robić
Przykład: Palais de Tokyo duetu Lacaton & Vassal. To centrum sztuki w budynku, jak mówi Łukasik, prawdopodobnie z 1937 roku. Architekci postanowili tam „praktycznie nic nie robić”. Rozebrali tylko podwieszane sufity z płyt kartonowych.
Ważniejsze było przesunięcie budżetu. Łukasik streszcza ich myślenie tak: „Nie wydawajmy na piękną architekturę, która i tak ma stać się tłem (...). Zostawmy te pieniądze właśnie na tych artystów, na sens tego budynku”.
Podobnie Medusa Group podeszła do dawnej kuchni i stołówki wojskowej w Radzionkowie koło Bytomia. Decyzja zapadła prawie dekadę temu. Prosta architektura, budowana „na rozkaz”, bez finezji, często przez przypadek.
Zespół ją zachował. Oczyścił z naleciałości i dokopał się do historii obiektu. W środku są dziś laboratorium, biura, przestrzeń ekspozycyjna i showroom. Z zewnątrz budynek dostał „halkę, sukienkę” z elementów, które pierwotnie służyły instalacjom, jak korytka.
Sękulska-Wrońska dopowiada, co daje taki kontrast. Gdy surowa, podrapana struktura spotyka błyszczący akcent, „ten zabytek zaczyna lśnić, a nie ta miedź”.
Ten sam sposób myślenia widać w domu Łukasika. BOLKO LOFT, który Stare Mury odwiedziły z kamerą, powstał w dawnej lampiarni Zakładów Górniczo-Hutniczych. Dziś to funkcjonalny dom rodzinny.
🎬 Rolka: BOLKO LOFT, dawna lampiarnia zamieniona w dom (@staremury_, 0:32)
Nową architekturę oceniaj później
Łukasik pokazuje też projekty, które dziś budzą sprzeciw. Na przykład nieduży dom w burżuazyjnej, XIX-wiecznej okolicy pod Paryżem: blacha falista, estetyka przemysłowa, nadwieszone bryły. Taka architektura zaczyna się od dyskusji, wrzawy i protestów. Jej autor przez kilka lat przeprowadzał projekt przez urzędy.
Wniosek Łukasika: „warto też popatrzeć na architekturę (...), ażeby jej ocenę zostawić sobie na trochę późniejszy okres, dać jej szansę”.
Sękulska-Wrońska łączy to z odpowiedzialnością architekta. Budynek najpierw jest impulsem i zmianą, potem dojrzewa, w końcu się starzeje. Projektant ma sprawić, by przetrwał tę próbę czasu. Odpowiada przed wszystkimi użytkownikami przestrzeni, nie tylko przed inwestorem. W rozmowie pada też, że ta odpowiedzialność sięga działek sąsiednich, nawet gdy inwestor namawia, by na nie nie patrzeć.

Dialog i znowu dialog
Co jest dziś najtrudniejsze? Trudności jest mnóstwo, przyznaje Łukasik, ale wskazuje jedną: „Dla mnie najtrudniejsze jest dzisiaj niezrozumienie”. Polaryzacja mogłaby prowadzić do wymiany poglądów. Dziś tylko rozciąga ludzi między dwoma biegunami: „Wszystko dzisiaj musi być czarne, białe”.
Lekarstwo zna z projektu polskiego pawilonu na Expo, który ostatecznie nie powstał. Pawilon miał zmienić myślenie o ponownym użyciu materiałów. Miał być dla wszystkich „takim kamykiem w bucie, który uwiera”. Punktem wyjścia było porozumienie z lokalnymi społecznościami, które gromadzą elementy z rozbiórek selektywnych.
„Dialog i znowu dialog. To jest najlepsze, co dzisiaj nam potrzeba w architekturze i w życiu społecznym, politycznym.”
Rozmowa kończy się prostą receptą: „Można zacząć od szacunku w rozmowie i od razu punkt wyjścia jest lepszy”. Do klienta, do zespołu, do urzędnika. I do człowieka spotkanego w wykopie pod fundament.


Na podstawie wystąpienia #2 Stare mury - nowy paradygmat projektowania (Keynote) podczas archiDAY online „Stare mury - specjalizacja rewitalizacja”, 23.06.2026. Nagranie i relacja



